poniedziałek, 28 października 2013

                                                     ROZDZAL I
Obudziłam się około godziny 6 rano, dziwne jest to że byłam już wyspana, związałam  włosy w niedbały kucyk i poszłam pod prysznic. Niedługo skrzydła będą widoczne, nie mogę do tego doprowadzić. Zaczerpnę energię od kogoś w drodze do szkoły. 
Wyszłam spod prysznica i spojrzałam na siebie w lustrze, trochę zmieniłam się przez te 100 lat ,wzuruszyłam ramionami i założyłam kremową sukienkę do kolan, przewiązałam w pasie wstążką, a włosy delikatnie podpięłam do tyłu . 
-Cześć Luke - rzuciłam mijając się z bratem w drzwiach łazienki . 
-Witaj Shay - ładnie dziś wyglądasz. 
Przypatrzyłam mu się z niedowierzaniem . 
-Czegoś chcesz ? - założyłam ręce na piersiach . 
-Nieczego, dlaczego jesteś taka niemiła siostro ? 
-Bo ty nie prawisz mi komplementów - oparłam się o ścianę
-Oh, Shay ... - uśmiechnął się i wszedł do łazienki . 
Wywróciłam oczami i uniosłam gwałtownie ręcę do góry . - co się tu dzieje ? 
Usiadłam przy toaletce w swoim pokoju, nałożyłam delikatny makijaż i już miałam kończyć kiedy przyszedł SMS od mojej " nowej przyjaciółki ", tak na prawdę to robi za mnie projekt na fizykę, jakoś trzeba sobie radzić w tych czasach. Widząc że spod sukienki wystają delikatne wypuklenia, którymi były skrzydła, założyłam złoty sweterek od Prady i zeszłam na dół .
-Podwieźć cię ? - krzyknął z kuchni Luke . 
-Nie musisz, wypiłam łyka kawy, stojącej na blacie. 
-Na pewno ? 
-Tak,mam jeszcze coś do załatwienia.
-Nie zabijaj nikogo . 
-Dzisiaj tego nie zrobię, w XXI wieku aż roi się od policji, nie chcę im tłumaczyć że potrzebuję energii, żeby pozostać człowiekiem, ale się nie starzeć... i tak nie zrozumieją,ludzie to zło  - przewróciłam teatralnie oczami . 
-Nie chcesz jeść ? 
-Dobrze wiesz, że nie muszę jeść. Jem tylko dla picu . 
-Tak, wiem.
-Ok, idę - uśmiechnęłam się do niego -pa braciszku . 
-Pa Shay .
Wsunęłam na nogi jasno-różowe obcasy i chwyciłam torbę stojącą przy drzwiach . 
Szłam szybko, szukając osoby, która pomoże mi przeżyć . 
O, ten - pomyślałam widząc chłopaka, wyglądał jak rozgrywający ze szkolnej drużyny,oni zawsze lecą na ładne dziewczyny - poprawiłam usta błyszczykiem i usiadłam na ławce obok bruneta. 
-Hej - zaczęłam.
-Cześć - chłopak nie odrywał oczu od komórki . 
-Słuchaj, jestem tu nowa, może pokażesz mi jak dojść do szkoły ? 
-Em ... jasne - poniósł wzrok znad urządzenia i popatrzył na mnie - Jestem Bau 
-Ja Shay - uśmiechnęłam się najbardziej elegancko jak tylko mogłam. 
Nie chciałam żeby trwało to długo, zaprowadziłam chłopaka w ciemny zaułek, twierdząc że czeka tam na mnie koleżanka, wpiłam się w jego usta i przyciskając rękę do jego klatki piersiowej wessałam większośc energii . Bau, co za idiotyczne imię, no nie ważne, w każdym bądź razie, Bau zemdlał osuwając się po ścianie budynku . Popatrzyłam na niego i sprawdziłam puls. 
-Będzie żył- poczułam jak skrzydła wrastają mi w skórę - No, od razu lepiej . 

niedziela, 27 października 2013

                                                       PROLOG
Chicago 1910

-Gdzie znowu idziesz ? - odezwał się głos mojego najbardziej denerwującego brata 
-Na bal - powiedziałam poprawiając usta szminką
-Znowu znajdziesz sobie łatwowiernego mężczyznę z którym pójdziesz do łóżka ?
-Dokładnie - uśmiechnęłam się do niego z politowaniem . Ten człowiek nie wie co to zabawa.
- Kurwa, Shay, jaka z ciebie suka . 
-Uwarzaj na słowa - w tym momencie przewrócenie oczami było konieczne.
-To że jesteś aniołem cię nie usprawiedliwia . Anioły powinny być dobre .
-Luke ! inaczej bym nie przeżyła. Cierpię energię od ludzi. Ciesz się, że jesteś na tym świecie bo mogłam cię nie odmładzać - uśmiechnęłam się jak najsztuczniej się dało.
- Już i tak dawno powinniśmy umrzeć Shayandro . 
-Nie mów tak do mnie,Luke . Jeśli chcesz to możesz umrzeć. 
-Nie, dopóki ty nie zgodzisz się umrzeć ze mną . 
-hahah, to sobie poczekasz - zaśmiałam się kpiąco . 
-Obiecaj że nie zabijesz tego mężczyzny . 
-o boże, zabiję, jeśli chcesz wiedzieć, nie mam już energii . 
- Oh 
Myślałam że nie wytrzymam, dlaczego on zawsze musi być taki opiekuńczy ! To moje życie . 
-Słuchaj, już idę. To całkiem łatwe. I wiesz co ? Ostrzegę w snach jego rodzinę . Niech przyśni im się jego śmierć.
-Chcesz ich dołować ? 
-Nie, przygotować na jego śmierć. 
Poprawiłam długie, brązowe włosy i przygryzłam dolnę wargę . 
-Wyglądam wystarczająco seksownie, Luke ? 
Wywrócił oczami - tak, siostro. 
-Cieszę się-przeczesałam włosy ręką - wychodzę, żegnaj - posłałam mu buziaka i wyszłam.
Tak jak mówiłam, tak i zrobiłam, przespałam się z mężczyzną . Miał na imię Joe, albo Matt, już nie pamiętam,co za różnica, jego rodzina będzie wiedziała co napisać na nagrobku. 
Wyszłam z balu, moją twarz owiał lodowaty wiatr, zacisnęłam złote bolerko na ramionach. Wsiadając do pierwszej lepszej karocy związałam loki wstążką, koło mnie siedziała starsza kobieta, za jej plecami widniały skrzydła. Więc jest aniołem .
-Przestraszyła mnie pani - westchnęłam- pójdę do innej karocy .
-Nie ! - chwyciła mnie za ramię. - Shayandro 
-Skąd zna pani moje imię ? - Powiedziałam już bardziej nerwowo, zaciskąjąc usta w prostą kreskę . 
-Teraz to nie ważne, ważne jest to, że masz zadanie do wykonania, wykonasz je, kiedy się zakochasz. 
-Mówi pani jak wariatka - rozszerzyłam oczy ze zdumienia .
-Shayandro, mówię poważnie . Kiedy się zakochasz, musisz bronić tej osoby na śmierć i życie, inaczej twoja aniela moc zostanie ci odebrana, nie będziesz miała niczego, ani nikogo . 
-Przepraszam panią najmocniej, ale chyba muszę już iść - wybiegłam z karocy zahaczając obcasami o fałdy długiej, kawowej sukienki . 

Uznałam że kobieta zwariowała, była już stara, pewnie od dawna nie wzmacniała swoich sił na człowieku. Ale pewnego dnia, po wielu, wielu latach stało się coś, co przypomniało mi słowa staruszki...