Rozdział III
Rozdział Stałam w kolejce po jedzenie, nie mogłam wyżucić z głowy myśli o staruszce, to nie mogła być prawda, to było tak dawno temu . Westchnęłam i położyłam sobie na tacce sałatkę w kurczaka.
-Wszystko w porządku Shay ? Myślisz o czymś ? - zapytała się Amy kładąc mi rękę na ramieniu.
-Emm .. to nic ważnego - starałam się uśmiechnąć
-ymm ... ok, chodź do stolika - wskazała palcem na stolik mniej więcej po środku stołówki .
Usiadłam i zaczęłam jeść, starając się wyrzucić z głowy wspomnienia. Po chwili atmosfera w miarę się rozluźniła, rozmawialiśmy razem przez wszystkie przerwy i bliżej ich poznałam, wiem, że Amy przyjechała z Bułgarii, a jej ulubionym przedmiotem jest bilogia, wiem też, że Beu gra w szkolnej drużynie futbolowej i niedawno roastał się z Clarie, to ta blondynka, z którą rozmawiałam w klasie, po kilku godzinach lekcje dobiegły końca.
-Pa - rzuciłam na pożegnanie w stronę znajomych .
-Pa shay - krzyknęli jednocześnie .
Doszłam do domu i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
-Witaj siostro - mój brat stał w salonie z założonymi rękami .
- Cześć - weszłam na kuchni i nalałam sobie szklankę soku pomarańczowego
-Shay, ktoś nas dzisiaj odwiedził
Zdziwiłam się, nikogo tu praktycznie nie znaliśmy - kto ?
-Jakaś staruszka - wzdrygnęłam się
-Mówiła coś ?
-Tak
-co ?
-Czy już wypełniłaś zadanie
-Odpowiedziałeś jej coś ?
-Nie, to wariatka, ale zostawiła ten adres - podał mi kartkę -i mówiła żebyś przyszła około 17
-emm. dzięki - skierowałam się w stronę schodów
-pójdziesz ?
-może. Nie wiem
-Jeśli tak to uważaj na siebie, wyglądała dzienie
-Nie przesadzaj, to tylko staruszka - weszłam na górę i usiadłam na łóżku - czego może chcieć?
Długo zastanawiałam się czy pójść na spotkanie z nią, postanowiłam, że muszę dowiedzieć się czego chce. Około 17 wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i wyszłam z domu .
Jeszcze nigdy nie byłam w tej dzielnicy. Nie było tu ani jednej lampy, wszędzie leżały liście, widać, że nikt ich nie grabi, a do tego każdy dom wyglądał na opuszczony .
Delikatnie otworzyłam bramkę, która momentalnie zaskrzypiała - wstrzymałam powietrze i weszłam po schodach, zapukałam do drzwi .
Otworzyła mi ciemna postać w płaszczu.
-D- dzień dobry - jąkałam się - jestem Shay
-oh, witaj - wyciągnęła swoją kościstą dłoń spod płaszcza i wręcz wciągnęła mnie do środka .
W środku panowała prawdziwa ciemność, na szafce stała tylko świeczka .
-Wykonałaś zadanie ?
-Jakie zadanie ?
-Nie mów że mnie nie pamiętasz
-Pamiętam, ale ...
-myślałaś,że zwariowałam, ale to prawda, niedługo wszystkim nam, aniołom stanie się krzywda
-Dlaczego ja za to odpowiadam ?
-Jesteś wybrana ! - krzyknęła do mnie
Sennik
wtorek, 12 listopada 2013
niedziela, 3 listopada 2013
ROZDZIAŁ 2
Weszłam do szkoły pełnej ludzi, teraz wszystko wyglądało inaczej niż około 50 lat temu. Zacisnęłam sweterek na ramionach i weszłam do klasy gdzie jak miała się odbyć historia jak mniemam, rok dopiero się zaczął, więc była to pierwsza moja historia w tym liceum .
-Hej - odezwała się słodka blondyneczka z ławki obok.
-Cześć - odpowiedziałam praktycznie nie podnosząc wzroku znad torby.
-Jesteś tu nowa ?
-Tak - wywróciłam oczami, miałam nadzieję, że nie zauważyła .
-Jestem Clarie, przewodnicząca samorządu uczniowskiego, a ty jesteś ...
-Shay - uśmiechnęłam się do niej.
-Chyba nie jesteś otwarta na nowe znajomości - westchnęła .
-Nie,po prostu w miejscu, w którym wcześniej przebywałam było - urwałam - inaczej .
-Rozumiem - po tych słowach usłyszałam dźwięk dzwonka, a do klasy wszedł przystojny blondyn z teczką w ręku, chyba nauczyciel .
-Witam, jestem pan Malcom - napisał nazwisko na tablicy po czym usiadł wyciągając w teczki jakieś papiery, był bardzo zamotany .
Nagle do klasy weszła brunetka z włosami lekko za ramiona, miała ciemniejszą karnację, była ubrana vintage. Tak na prawdę to nie ona mnie zaciekawiła, tylo osoba, która weszła do klasy zaraz za nią, był to ten chłopak, z którego zaczerpnęłam przed chwilą energii .
- Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie - odpowiedziała brunetka - siadał Beu
-Chłopak usiadł, był lekko zamotany .
Po chwili z krzesła wstał nauczyciel i popatrzył na spóźnionych .
-Jaki był wasz powód spóźnienia - momentalnie wyprostowała się nerwowo na krześle.
Głos przejęła dziewczyna .
-Znalazłam kolegę leżącego pod jakimś budynkiem w mieście .
-Gruba impreza była, stary ? - zaśmiał się chłopak w ostatniej ławce i przybił piątkę temu siedzącemu przed nim .
- Nie, nie pamiętam co się stało, pamiętam jakąś dziewczynę, mówiła, że jest nowa i żebym ją odprowadził do szkoły, ale nie pamiętam jej twarzy .
Jak to nie pamiętał, w sumie tym lepiej dla mnie - odetchnęłam .
-No dobrze, nie przedłużając ... zróbcie 2 zadanie ze strony 4 - rzucił przystojny nauczyciel, nadal szperając w papierach .
Odwróciłam się do chłopaka, miał szafirowe oczy, czerwone, popękane usta, zwichrzone włosy, był przystojny, było w nim coś niezwykłego. Uśmiechnęłam się - Jestem Shay, a ty ?
-Beu- odparł - nie znaliśmy się już wcześniej ?
-Nie, raczej nie - pokręciłam głową .
-Oh, w porządku, idziemy razem na obiad ?
-No jasne, a twoja koleżanka ?
-Amy ? - wskazał na brunetkę - idzie z nami.
-To fajnie - odwróciłam się i spojrzałam na książkę - nareszcie kogoś tu poznam, ale ten chłopak ... wydaje się być inny, niesamowity, podoba mi się . - Starałam się wyrzucić tą myśl z głowy, kiedy przypomniały mi się słowa staruszki .
To nie możliwe, żebym się zakochała, z resztą ... nie znany się - przekrzywiłam się na krześle.
Zadzwonił dzwonek . - Możecie wyjść - krzyknął nauczyciel .
Wyszłam spotykając się z Beu i ... Amy jak mniemam przed klasą .
-Shay -wyciągnęłam rękę do dziewczyny .
Przyjaźnie się uśmiechnęła - Amy .
Poszliśmy na obiad, wspomnienia o staruszce, którą potkałam po balu bardzo dawno temu nie dawała mi spokoju. Czy ona miała rację ?
Weszłam do szkoły pełnej ludzi, teraz wszystko wyglądało inaczej niż około 50 lat temu. Zacisnęłam sweterek na ramionach i weszłam do klasy gdzie jak miała się odbyć historia jak mniemam, rok dopiero się zaczął, więc była to pierwsza moja historia w tym liceum .
-Hej - odezwała się słodka blondyneczka z ławki obok.
-Cześć - odpowiedziałam praktycznie nie podnosząc wzroku znad torby.
-Jesteś tu nowa ?
-Tak - wywróciłam oczami, miałam nadzieję, że nie zauważyła .
-Jestem Clarie, przewodnicząca samorządu uczniowskiego, a ty jesteś ...
-Shay - uśmiechnęłam się do niej.
-Chyba nie jesteś otwarta na nowe znajomości - westchnęła .
-Nie,po prostu w miejscu, w którym wcześniej przebywałam było - urwałam - inaczej .
-Rozumiem - po tych słowach usłyszałam dźwięk dzwonka, a do klasy wszedł przystojny blondyn z teczką w ręku, chyba nauczyciel .
-Witam, jestem pan Malcom - napisał nazwisko na tablicy po czym usiadł wyciągając w teczki jakieś papiery, był bardzo zamotany .
Nagle do klasy weszła brunetka z włosami lekko za ramiona, miała ciemniejszą karnację, była ubrana vintage. Tak na prawdę to nie ona mnie zaciekawiła, tylo osoba, która weszła do klasy zaraz za nią, był to ten chłopak, z którego zaczerpnęłam przed chwilą energii .
- Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie - odpowiedziała brunetka - siadał Beu
-Chłopak usiadł, był lekko zamotany .
Po chwili z krzesła wstał nauczyciel i popatrzył na spóźnionych .
-Jaki był wasz powód spóźnienia - momentalnie wyprostowała się nerwowo na krześle.
Głos przejęła dziewczyna .
-Znalazłam kolegę leżącego pod jakimś budynkiem w mieście .
-Gruba impreza była, stary ? - zaśmiał się chłopak w ostatniej ławce i przybił piątkę temu siedzącemu przed nim .
- Nie, nie pamiętam co się stało, pamiętam jakąś dziewczynę, mówiła, że jest nowa i żebym ją odprowadził do szkoły, ale nie pamiętam jej twarzy .
Jak to nie pamiętał, w sumie tym lepiej dla mnie - odetchnęłam .
-No dobrze, nie przedłużając ... zróbcie 2 zadanie ze strony 4 - rzucił przystojny nauczyciel, nadal szperając w papierach .
Odwróciłam się do chłopaka, miał szafirowe oczy, czerwone, popękane usta, zwichrzone włosy, był przystojny, było w nim coś niezwykłego. Uśmiechnęłam się - Jestem Shay, a ty ?
-Beu- odparł - nie znaliśmy się już wcześniej ?
-Nie, raczej nie - pokręciłam głową .
-Oh, w porządku, idziemy razem na obiad ?
-No jasne, a twoja koleżanka ?
-Amy ? - wskazał na brunetkę - idzie z nami.
-To fajnie - odwróciłam się i spojrzałam na książkę - nareszcie kogoś tu poznam, ale ten chłopak ... wydaje się być inny, niesamowity, podoba mi się . - Starałam się wyrzucić tą myśl z głowy, kiedy przypomniały mi się słowa staruszki .
To nie możliwe, żebym się zakochała, z resztą ... nie znany się - przekrzywiłam się na krześle.
Zadzwonił dzwonek . - Możecie wyjść - krzyknął nauczyciel .
Wyszłam spotykając się z Beu i ... Amy jak mniemam przed klasą .
-Shay -wyciągnęłam rękę do dziewczyny .
Przyjaźnie się uśmiechnęła - Amy .
Poszliśmy na obiad, wspomnienia o staruszce, którą potkałam po balu bardzo dawno temu nie dawała mi spokoju. Czy ona miała rację ?
--------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć skarby, przepraszam, że tak późno dodałam rozdział i że był taki krótki, ale wiecie ... szkoła, święta, nie miałam czasu, obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się w niedługim czasie. Za wszelkie komentarze jestem bardzo wdzięczna ;*
poniedziałek, 28 października 2013
ROZDZAL I
Obudziłam się około godziny 6 rano, dziwne jest to że byłam już wyspana, związałam włosy w niedbały kucyk i poszłam pod prysznic. Niedługo skrzydła będą widoczne, nie mogę do tego doprowadzić. Zaczerpnę energię od kogoś w drodze do szkoły.
Wyszłam spod prysznica i spojrzałam na siebie w lustrze, trochę zmieniłam się przez te 100 lat ,wzuruszyłam ramionami i założyłam kremową sukienkę do kolan, przewiązałam w pasie wstążką, a włosy delikatnie podpięłam do tyłu .
-Cześć Luke - rzuciłam mijając się z bratem w drzwiach łazienki .
-Witaj Shay - ładnie dziś wyglądasz.
Przypatrzyłam mu się z niedowierzaniem .
-Czegoś chcesz ? - założyłam ręce na piersiach .
-Nieczego, dlaczego jesteś taka niemiła siostro ?
-Bo ty nie prawisz mi komplementów - oparłam się o ścianę
-Oh, Shay ... - uśmiechnął się i wszedł do łazienki .
Wywróciłam oczami i uniosłam gwałtownie ręcę do góry . - co się tu dzieje ?
Usiadłam przy toaletce w swoim pokoju, nałożyłam delikatny makijaż i już miałam kończyć kiedy przyszedł SMS od mojej " nowej przyjaciółki ", tak na prawdę to robi za mnie projekt na fizykę, jakoś trzeba sobie radzić w tych czasach. Widząc że spod sukienki wystają delikatne wypuklenia, którymi były skrzydła, założyłam złoty sweterek od Prady i zeszłam na dół .
-Podwieźć cię ? - krzyknął z kuchni Luke .
-Nie musisz, wypiłam łyka kawy, stojącej na blacie.
-Na pewno ?
-Tak,mam jeszcze coś do załatwienia.
-Nie zabijaj nikogo .
-Dzisiaj tego nie zrobię, w XXI wieku aż roi się od policji, nie chcę im tłumaczyć że potrzebuję energii, żeby pozostać człowiekiem, ale się nie starzeć... i tak nie zrozumieją,ludzie to zło - przewróciłam teatralnie oczami .
-Nie chcesz jeść ?
-Dobrze wiesz, że nie muszę jeść. Jem tylko dla picu .
-Tak, wiem.
-Ok, idę - uśmiechnęłam się do niego -pa braciszku .
-Pa Shay .
Wsunęłam na nogi jasno-różowe obcasy i chwyciłam torbę stojącą przy drzwiach .
Szłam szybko, szukając osoby, która pomoże mi przeżyć .
O, ten - pomyślałam widząc chłopaka, wyglądał jak rozgrywający ze szkolnej drużyny,oni zawsze lecą na ładne dziewczyny - poprawiłam usta błyszczykiem i usiadłam na ławce obok bruneta.
-Hej - zaczęłam.
-Cześć - chłopak nie odrywał oczu od komórki .
-Słuchaj, jestem tu nowa, może pokażesz mi jak dojść do szkoły ?
-Em ... jasne - poniósł wzrok znad urządzenia i popatrzył na mnie - Jestem Bau
-Ja Shay - uśmiechnęłam się najbardziej elegancko jak tylko mogłam.
Nie chciałam żeby trwało to długo, zaprowadziłam chłopaka w ciemny zaułek, twierdząc że czeka tam na mnie koleżanka, wpiłam się w jego usta i przyciskając rękę do jego klatki piersiowej wessałam większośc energii . Bau, co za idiotyczne imię, no nie ważne, w każdym bądź razie, Bau zemdlał osuwając się po ścianie budynku . Popatrzyłam na niego i sprawdziłam puls.
-Będzie żył- poczułam jak skrzydła wrastają mi w skórę - No, od razu lepiej .
Obudziłam się około godziny 6 rano, dziwne jest to że byłam już wyspana, związałam włosy w niedbały kucyk i poszłam pod prysznic. Niedługo skrzydła będą widoczne, nie mogę do tego doprowadzić. Zaczerpnę energię od kogoś w drodze do szkoły.
Wyszłam spod prysznica i spojrzałam na siebie w lustrze, trochę zmieniłam się przez te 100 lat ,wzuruszyłam ramionami i założyłam kremową sukienkę do kolan, przewiązałam w pasie wstążką, a włosy delikatnie podpięłam do tyłu .
-Cześć Luke - rzuciłam mijając się z bratem w drzwiach łazienki .
-Witaj Shay - ładnie dziś wyglądasz.
Przypatrzyłam mu się z niedowierzaniem .
-Czegoś chcesz ? - założyłam ręce na piersiach .
-Nieczego, dlaczego jesteś taka niemiła siostro ?
-Bo ty nie prawisz mi komplementów - oparłam się o ścianę
-Oh, Shay ... - uśmiechnął się i wszedł do łazienki .
Wywróciłam oczami i uniosłam gwałtownie ręcę do góry . - co się tu dzieje ?
Usiadłam przy toaletce w swoim pokoju, nałożyłam delikatny makijaż i już miałam kończyć kiedy przyszedł SMS od mojej " nowej przyjaciółki ", tak na prawdę to robi za mnie projekt na fizykę, jakoś trzeba sobie radzić w tych czasach. Widząc że spod sukienki wystają delikatne wypuklenia, którymi były skrzydła, założyłam złoty sweterek od Prady i zeszłam na dół .
-Podwieźć cię ? - krzyknął z kuchni Luke .
-Nie musisz, wypiłam łyka kawy, stojącej na blacie.
-Na pewno ?
-Tak,mam jeszcze coś do załatwienia.
-Nie zabijaj nikogo .
-Dzisiaj tego nie zrobię, w XXI wieku aż roi się od policji, nie chcę im tłumaczyć że potrzebuję energii, żeby pozostać człowiekiem, ale się nie starzeć... i tak nie zrozumieją,ludzie to zło - przewróciłam teatralnie oczami .
-Nie chcesz jeść ?
-Dobrze wiesz, że nie muszę jeść. Jem tylko dla picu .
-Tak, wiem.
-Ok, idę - uśmiechnęłam się do niego -pa braciszku .
-Pa Shay .
Wsunęłam na nogi jasno-różowe obcasy i chwyciłam torbę stojącą przy drzwiach .
Szłam szybko, szukając osoby, która pomoże mi przeżyć .
O, ten - pomyślałam widząc chłopaka, wyglądał jak rozgrywający ze szkolnej drużyny,oni zawsze lecą na ładne dziewczyny - poprawiłam usta błyszczykiem i usiadłam na ławce obok bruneta.
-Hej - zaczęłam.
-Cześć - chłopak nie odrywał oczu od komórki .
-Słuchaj, jestem tu nowa, może pokażesz mi jak dojść do szkoły ?
-Em ... jasne - poniósł wzrok znad urządzenia i popatrzył na mnie - Jestem Bau
-Ja Shay - uśmiechnęłam się najbardziej elegancko jak tylko mogłam.
Nie chciałam żeby trwało to długo, zaprowadziłam chłopaka w ciemny zaułek, twierdząc że czeka tam na mnie koleżanka, wpiłam się w jego usta i przyciskając rękę do jego klatki piersiowej wessałam większośc energii . Bau, co za idiotyczne imię, no nie ważne, w każdym bądź razie, Bau zemdlał osuwając się po ścianie budynku . Popatrzyłam na niego i sprawdziłam puls.
-Będzie żył- poczułam jak skrzydła wrastają mi w skórę - No, od razu lepiej .
niedziela, 27 października 2013
PROLOG
Chicago 1910
-Gdzie znowu idziesz ? - odezwał się głos mojego najbardziej denerwującego brata
-Na bal - powiedziałam poprawiając usta szminką
-Znowu znajdziesz sobie łatwowiernego mężczyznę z którym pójdziesz do łóżka ?
-Dokładnie - uśmiechnęłam się do niego z politowaniem . Ten człowiek nie wie co to zabawa.
- Kurwa, Shay, jaka z ciebie suka .
-Uwarzaj na słowa - w tym momencie przewrócenie oczami było konieczne.
-To że jesteś aniołem cię nie usprawiedliwia . Anioły powinny być dobre .
-Luke ! inaczej bym nie przeżyła. Cierpię energię od ludzi. Ciesz się, że jesteś na tym świecie bo mogłam cię nie odmładzać - uśmiechnęłam się jak najsztuczniej się dało.
- Już i tak dawno powinniśmy umrzeć Shayandro .
-Nie mów tak do mnie,Luke . Jeśli chcesz to możesz umrzeć.
-Nie, dopóki ty nie zgodzisz się umrzeć ze mną .
-hahah, to sobie poczekasz - zaśmiałam się kpiąco .
-Obiecaj że nie zabijesz tego mężczyzny .
-o boże, zabiję, jeśli chcesz wiedzieć, nie mam już energii .
- Oh
Myślałam że nie wytrzymam, dlaczego on zawsze musi być taki opiekuńczy ! To moje życie .
-Słuchaj, już idę. To całkiem łatwe. I wiesz co ? Ostrzegę w snach jego rodzinę . Niech przyśni im się jego śmierć.
-Chcesz ich dołować ?
-Nie, przygotować na jego śmierć.
Poprawiłam długie, brązowe włosy i przygryzłam dolnę wargę .
-Wyglądam wystarczająco seksownie, Luke ?
Wywrócił oczami - tak, siostro.
-Cieszę się-przeczesałam włosy ręką - wychodzę, żegnaj - posłałam mu buziaka i wyszłam.
Tak jak mówiłam, tak i zrobiłam, przespałam się z mężczyzną . Miał na imię Joe, albo Matt, już nie pamiętam,co za różnica, jego rodzina będzie wiedziała co napisać na nagrobku.
Wyszłam z balu, moją twarz owiał lodowaty wiatr, zacisnęłam złote bolerko na ramionach. Wsiadając do pierwszej lepszej karocy związałam loki wstążką, koło mnie siedziała starsza kobieta, za jej plecami widniały skrzydła. Więc jest aniołem .
-Przestraszyła mnie pani - westchnęłam- pójdę do innej karocy .
-Nie ! - chwyciła mnie za ramię. - Shayandro
-Skąd zna pani moje imię ? - Powiedziałam już bardziej nerwowo, zaciskąjąc usta w prostą kreskę .
-Teraz to nie ważne, ważne jest to, że masz zadanie do wykonania, wykonasz je, kiedy się zakochasz.
-Mówi pani jak wariatka - rozszerzyłam oczy ze zdumienia .
-Shayandro, mówię poważnie . Kiedy się zakochasz, musisz bronić tej osoby na śmierć i życie, inaczej twoja aniela moc zostanie ci odebrana, nie będziesz miała niczego, ani nikogo .
-Przepraszam panią najmocniej, ale chyba muszę już iść - wybiegłam z karocy zahaczając obcasami o fałdy długiej, kawowej sukienki .
Uznałam że kobieta zwariowała, była już stara, pewnie od dawna nie wzmacniała swoich sił na człowieku. Ale pewnego dnia, po wielu, wielu latach stało się coś, co przypomniało mi słowa staruszki...
Chicago 1910
-Gdzie znowu idziesz ? - odezwał się głos mojego najbardziej denerwującego brata
-Na bal - powiedziałam poprawiając usta szminką
-Znowu znajdziesz sobie łatwowiernego mężczyznę z którym pójdziesz do łóżka ?
-Dokładnie - uśmiechnęłam się do niego z politowaniem . Ten człowiek nie wie co to zabawa.
- Kurwa, Shay, jaka z ciebie suka .
-Uwarzaj na słowa - w tym momencie przewrócenie oczami było konieczne.
-To że jesteś aniołem cię nie usprawiedliwia . Anioły powinny być dobre .
-Luke ! inaczej bym nie przeżyła. Cierpię energię od ludzi. Ciesz się, że jesteś na tym świecie bo mogłam cię nie odmładzać - uśmiechnęłam się jak najsztuczniej się dało.
- Już i tak dawno powinniśmy umrzeć Shayandro .
-Nie mów tak do mnie,Luke . Jeśli chcesz to możesz umrzeć.
-Nie, dopóki ty nie zgodzisz się umrzeć ze mną .
-hahah, to sobie poczekasz - zaśmiałam się kpiąco .
-Obiecaj że nie zabijesz tego mężczyzny .
-o boże, zabiję, jeśli chcesz wiedzieć, nie mam już energii .
- Oh
Myślałam że nie wytrzymam, dlaczego on zawsze musi być taki opiekuńczy ! To moje życie .
-Słuchaj, już idę. To całkiem łatwe. I wiesz co ? Ostrzegę w snach jego rodzinę . Niech przyśni im się jego śmierć.
-Chcesz ich dołować ?
-Nie, przygotować na jego śmierć.
Poprawiłam długie, brązowe włosy i przygryzłam dolnę wargę .
-Wyglądam wystarczająco seksownie, Luke ?
Wywrócił oczami - tak, siostro.
-Cieszę się-przeczesałam włosy ręką - wychodzę, żegnaj - posłałam mu buziaka i wyszłam.
Tak jak mówiłam, tak i zrobiłam, przespałam się z mężczyzną . Miał na imię Joe, albo Matt, już nie pamiętam,co za różnica, jego rodzina będzie wiedziała co napisać na nagrobku.
Wyszłam z balu, moją twarz owiał lodowaty wiatr, zacisnęłam złote bolerko na ramionach. Wsiadając do pierwszej lepszej karocy związałam loki wstążką, koło mnie siedziała starsza kobieta, za jej plecami widniały skrzydła. Więc jest aniołem .
-Przestraszyła mnie pani - westchnęłam- pójdę do innej karocy .
-Nie ! - chwyciła mnie za ramię. - Shayandro
-Skąd zna pani moje imię ? - Powiedziałam już bardziej nerwowo, zaciskąjąc usta w prostą kreskę .
-Teraz to nie ważne, ważne jest to, że masz zadanie do wykonania, wykonasz je, kiedy się zakochasz.
-Mówi pani jak wariatka - rozszerzyłam oczy ze zdumienia .
-Shayandro, mówię poważnie . Kiedy się zakochasz, musisz bronić tej osoby na śmierć i życie, inaczej twoja aniela moc zostanie ci odebrana, nie będziesz miała niczego, ani nikogo .
-Przepraszam panią najmocniej, ale chyba muszę już iść - wybiegłam z karocy zahaczając obcasami o fałdy długiej, kawowej sukienki .
Uznałam że kobieta zwariowała, była już stara, pewnie od dawna nie wzmacniała swoich sił na człowieku. Ale pewnego dnia, po wielu, wielu latach stało się coś, co przypomniało mi słowa staruszki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)